trzcina.myslaca

Ostatnio mało pisałem, gdyż całą uwagę skupiałem wraz z grupą moich znajomych na tworzeniu inicjatywy społecznej na której niezwykle nam zależy.

Mediacje Kraków

Wczoraj ruszyła oficjalnie Grupa Mediacyjna Perspektywy w ramach której zamierzamy promować mediacje rodzinne jako alternatywny sposób rozwiązywania sporów oraz drogę poszukiwania porozumienia bez przemocy.

Nasza strona opisująca mediacje rodzinne zawiera wyjaśnienie zasad mediacji, informacje na temat tego w jakich sytuacjach warto tą metodą szukać porozumienia oraz kiedy jest to niewskazane. Będziemy wdzięczni za każdy link polecający naszą stronę.

Mam nadzieję, że moi czytelnicy będą trzymać kciuki za tą nowo powstałą inicjatywę, gdyż szczególnie zależy nam na realizacji naszej misji – jaką jest popularyzacja mediacji, szczególnie w Małopolsce i Krakowie.

Jeśli chcesz wesprzeć nasze działania – polub nasz profil na FB – nie tylko wspomożesz nasze działania, ale będziesz po części ich współtwórcą a także będzisz na bieżąco informowany o tym co się u nas dzieje.

Reklamy
Czy gimnazja mają sens?

Czy gimnazja mają sens?

Czy gimnazja są zmorą młodzieży, na myśl o których rodzą im się wrzody? Czy może to pierwszy krok do samodzielności – trudno, bo trudny ale wyczekiwany?

Po dzisiejszym porannym przeglądzie telewizyjnym, wysłuchałem ciekawej rozmowy w programie Dzień Dobry TVN, dotyczącej istoty reformy edukacyjnej jaka się dokonała już ładnych pare lat temu oraz tego, czy gimnazja były dobrym pomysłem. Niesiony falą tematu skusiłem się na krótką refleksję własną…

Otóż, sam jako uczestnik już nowego systemu – chodziłem do tworu zwanego gimnazjum. Nie powiem, żeby robiło mi to jakąkolwiek różnice. Ot kolejny etap edukacji i tyle. Na owe czasy po prostu było mi to obojętne.

Aktualnie systemowi 6+3+3 mało kto szczędzi krytyki. Powodów jest wiele:

  • wyrywa młode, dorastające osoby z ustanego środowiska i wrzuca je w nową sytuację społeczną – co daje idealną okazję do testowania wytrzymałości tego środowiska na nowe wymysły,
  • daje dzieci pod opiekę nauczycielom, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z tymi konkretnie osobami – w systemie 8+3 nauczyciele wiedzieli czego się mogą spodziewać gdyż uczyli dzieci dłużej, tutaj wychowawcy w gimnazjum uczą się dzieci niejako na nowo,
  • padły również zarzuty programowe – które mają dużo racji – odnośnie powielania programu w gimnazjum i liceum z niewielkimi poszerzeniami, gdzie w obydwu szkołach co podkreślono nauka trwa de facto 2 lata, a trzeci rok jest rokiem powtórki i uczenia się do testów.

Z badań wynika, że 56% rodziców chce likwidacji gimnazjum na rzecz dawnego systemu edukacji. wielokrotnie jednak słyszałem opinię, że Gimnazja zbyt wiele kosztowały – włożono w (błędny) system zbyt wiele środków, by teraz się z niego wycofano. Zatem błąd będzie zmuszony trwać dalej…

Osobiście uważam gimnazja za nietrafiony wymysł reformy systemu edukacji, który w połączeniu z umiłowaniem testów – pogarsza jakość naszej edukacji. System, nim wyrządzi więcej szkód – należało by czym prędzej zreformować do dwupoziomowego – pytanie, czy udałoby się nie popełnić błędu jak przy poprzedniej reformie?

Z przykrością stwierdza się, że Polacy coraz częściej wzdychają.
Są narody budujące swoją kulturę, są i te, które do symboliki innych ciągle wzdychają.

Coraz częściej niesieni jesteśmy myślą o globalnej wiosce, bez symboli, bez narodowości, z poczuciem ogólnoświatowej jedności, do której zdajemy się tęsknić, bo w narodowym odczuciu świat jest taki wielki, a my tacy mali.

My, Polacy wzdychamy na myśl o ślubie pary książęcej Williama i Kate, niejako pokazując, że też chcielibyśmy takiego, dla jednych reliktu dla innych symbolu, jakim jest rodzina królewska i monarchia.
Nasz kraj władzy odebrał ten tajemny charakter monarchii, absolutu, pewnej ciągłości rodowej – wskazując na dobro powszechne, niejako oderwane od historycznej jedności. Na czele państwa, choć zabrzmi to może dziwnie, ale może dziś stanąć każdy przeciętny polak – demokracja jest w tym względzie niezwykle ofiarna.

My, Polacy wzdychamy na myśl o amerykańskiej fladze, która powiewa niemal w każdym miejscu Stanów Zjednoczonych, dumna, bogata z przepychem. Jest elementem codziennym, mantrą wpojoną w umysły społeczności. W naszym kraju? Jeszcze do nie tak dawna wywieszenie flagi w dzień powszedni było karalne. My, Polacy zamykający swoje symbole w szklanych klatkach, zapominający o nich, nie czcząc, a je tylko od wielkiego dzwonu obnosząc tu i ówdzie, niczym relikwiarze wymarłego muzeum. Żyjemy przeszłością – czego nikt nie zaprzeczy dla naszego kraju bolesną, nosząc ją w sercach bez nadziei, bez spojrzenia, że jutro mogłoby być inne. Niesiemy kaganek, choć to kula u nogi.

Wzdychamy także za urodzinami Królowej Brytyjskiej, za 4 lipca i za dniem Guya Fawkes’a. Wszak nasze święta to kultura śmierci, powstańczych przechadzek, ludowych zdrożności. Czcimy Niepodległość klepiąc nazwiska poległych – tkwimy w swoim szarym kącie bezpamiętnie pamiętając. Nie obnosimy się radością i szczęściem z posiadania wolności. Rozpamiętujemy ilu z nas rodaków nam zabrano – lecz czy oni tego chcieli? Czy walczyli o swoje nazwisko odczytywane, co roku, czy o to, byśmy byli wolni i szczęśliwi, oraz byśmy mogli się z tym obnosić dumnie przechadzając pomiędzy innymi narodami?

Marzy nam się Hollywood pełen przepychu, afer, skandali, bogactwa. Czerwone dywany, premiery o światowym rozmachu. Żyjemy w cieniu Hollywoodu, dlatego jesteśmy bardziej krytyczni wobec rodzimych produkcji, znów global zwycięża nad local. Przytaczając przekrój zdań o polskich filmach należałoby od razu pogimnastykować się z wyciszeniami lub magicznym ‘wypipanie’.

My, Polacy wyczekujemy szczególnych dat, to trzeba nam przyznać. Te daty to momenty otwarcia rynku pracy kolejnego europejskiego kraju. Lecimy wtedy niczym na najbardziej wyczekiwaną promocję, rozpychając się by czasem nas nie wyprzedzono. Każdy odpust jednak kiedyś się kończy.

Jesteśmy społeczeństwem głodnym na symbole, prestiż, pieniądze, sławę. Mamy ochotę na inny system, inne prawo, innych ludzi, inny rząd, inne wydarzenia z życia kraju.

My, jako tacy
KosmoPolacy.

Długo zastanawiałem się nad publikacją tego tekstu. Jednak traktuję go jako otwarcie dyskusji.

Herb Górnego Śląska

Herb Górnego Śląska, ź: polishclub.org

Coraz częściej, ale jeszcze jak dotychczas – raz po raz – słyszymy wspominki o Ruchu Autonomii Śląska. Jak sama nazwa wskazuje, ruch ten obrał za cel zautonomizowanie śląska, jako odrębnego regionu z własnym rządem, sejmem, skarbem itd. I cóż to za kwiatek?

 

Moim zdaniem działanie szalenie nie poważne, podburzające jednolitość państwa Polskiego i spójnej narodowości. Wszyscy jesteśmy Polakami, albo w Polsce mieszkamy My, Polacy i Oni, Ślązacy. A to przecież bez sensu. W każdym z nas płynie Polska krew.

Zaznaczę jednak, że sam jestem zwolennikiem zwiększania samorządności. i autonomii regionów na wzór stanów w Stanach Zjednoczonych, które cieszą się dużą autonomią. Z jednoczesnym olbrzymim zaangażowaniem w kreowanie wspólnoty, wspólnej narodowości – amerykańskiej. Jestem za tym, by każde województwo stanowiło odrębny prawnie stan. Jednak bez rozdzielności instytucji rządowych czy centralnych. Niech ma autonomię w sprawach dotyczących jego własnego terenu, sprawy jednak o randze krajowej zostawmy krajowi 😉

Denerwują mnie zatem idee, które niby podszywają się pod liberalny, demokratyczny i oparty na społeczności wizerunek państwa – jednak w ich ukrytym przekazie jest dążenie do osłabienia jedności naszego kraju. Szczególnie, że pod wzniosłymi ideami demokratyzacji środowisk lokalnych, aktywizacji prospołecznej kryją się takie wypowiedzi, przewodniczącego tego Ruchu:

Jestem Ślązakiem, nie Polakiem. Moja ojczyzna to Górny Śląsk. Nic Polsce nie przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem. Państwo zwane Rzeczpospolita Polska, którego jestem obywatelem, odmówiło mi i moim kolegom prawa do samookreślenia i dlatego nie czuje się zobowiązany do lojalności wobec tego państwa” [ź: wikipedia / ruch autonomii ślaska]

Społeczeństwo unowocześnione, to społeczeństwo, w którym choć jesteśmy niesamowicie blisko siebie – stawiamy się cholernie daleko od tych, którzy są wśród nas.

Ostatnio zaobserwowany przykład uświadomił mi tą dyskusyjną kwestię. Podczas mszy zazwyczaj następuje moment w którym „przekazujemy sobie pokój” – i, przynajmniej ja pamiętam, jak kilka lat temu w tym momencie robił się nie mały gwar poruszanych rąk, pełnej gorliwości by dotrzeć do tych za i przed nami. Ogólnie – ręce były w ruchu, ludzie prawdziwie i zaangażowanie wnikali w to co mówili: „pokój wam„.

Po ostatnich, nie aż tak licznych wprawdzie, mszach zauważyłem coś co przykuło moją uwagę. Mało kto przekazuje sobie uścisk dłoni, najczęściej kończąc na pokazowym pokręceniu głową – lewo, jakiś ruch wargami, prawo, wymamrotanie słów niczym w katarynce. A gdzie zaangażowanie? Gdzie chęć obcowania z drugim człowiekiem? Czy boimy się już dotykać? Czy uciekamy od drobnej cielesności, w świecie tak epatującym nagością, magią dotyku, doznań?

Nie wiem. Ja osobiście zazwyczaj robię rundkę w około siebie, by pokazać, że można. Że drobny gest – często może poczyniony do człowieka, który przyszedł do kościoła ze swojej samotni, z czterech ścian pełnych jego samego i głuchej ciszy – że ten gest okazany komuś właśnie takiemu, może przynieść choć odrobinę radości.

Na razie tyle przemyśleń, trącających tematyką około wielkopostną. A jak wy myślicie, dlaczego się tak dzieje? A może wy tego nie zauważyliście?

Witajcie,

jestem Sebastian i znów rozpoczynam przygodę z blogiem. Myślę, że każdy ma w sobie potrzebę dzielenia się tym co myśli, czuje, choć wrzucania kilku krótkich refleksji nad otaczającą rzeczywistością.

Czego możesz się tu spodziewać?

Będę umieszczał tu przemyślenia nad zaobserwowaną rzeczywistością, nad tym czym się interesuje, pozytywnie dręczące mnie w zetknięciu z rzeczywistością myśli – które wymagać będą puszczenia w internetowy eter.

Spodziewać się tu możesz także jednego – chcę nawiązać z Tobą dyskusję.

Uczyńmy to wspólnie – stwórzmy przestrzeń do dyskusji.

Będę bardzo zadowolony, gdy odpowiesz komentarzem na mój wpis – na pewno go przeczytam, z chęcią odpowiem i postaram się nawiązać dyskusję.

Czego tu nie doświadczysz?

Informacji stricte prywatnych, osobistych. Na pewno nie będzie to zwykły blog-pamiętnik, nie doświadczysz też tu informacji w stylu:

aaa, dziś zjadłem kanapkę, wyprowadziłem psa, było super, do zo

Będzie rzeczowo, konkretnie i prosto z życia. Pozdrawiam.